Friday, April 10, 2009

Oświadczenie senatora Waldemara Kraskę skierowane do ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

Oświadczenie senatora Waldemara Kraskę skierowane do ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.




Oświadczenie złożone przez senatora Waldemara Kraskę na 27. posiedzeniu Senatu w dniu 18 lutego 2009 r.


Szanowny Panie Ministrze!
Od miesięcy moje głębokie zatroskanie budzi polityka Ministerstwa Spraw Zagranicznych wobec Polonii Ameryki Południowej, a dokładnie - brak współpracy z największą organizacją polonijną, czyli Unią Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ).
Największa organizacja polonijna na kontynencie Ameryki Południowej skupia wielu prawdziwych patriotów, dla których dobro Rzeczypospolitej jest sprawą najważniejszą. Wielokrotnie dali temu wyraz, zajmując jasne i twarde stanowisko wobec ludzi, którzy próbowali szkalować dobre imię Polski. Na czele USOPAŁ stoi prezes Jan Kobylański, który jest ciągle atakowany za "działania szkodliwe dla Polski". Żadne z przedstawionych oskarżeń, wysuwanych przez byłych ambasadorów RP w Urugwaju i Kostaryce, nie potwierdziło się. Wielokrotnie podnoszone było na przykład, że organizacja USOPAŁ ma charakter antysemicki. Ale czy informacja nagłośniona przez USOPAŁ, że amerykańscy Żydzi żądają od Polski odszkodowań wojennych w wysokości 65 miliardów dolarów, jest informacją nieprawdziwą? Czy w tym kontekście można mówić o antysemityzmie?
Wydany w grudniu 2007 r. przez Pana Ministra pisemny zakaz kontaktów z p. Janem Kobylańskim powinien zostać zniesiony. Przywrócenie p. prezesowi funkcji konsula honorowego Polski w Argentynie będzie dowodem, że pamiętamy o Polakach i Polonii Ameryki Łacińskiej.
Organizacje w Ameryce Łacińskiej liczą ponad sto lat. USOPAŁ powstał przed piętnastu laty. Polonia ma obowiązki wobec swojej ojczyzny, nie może o niej zapominać, jak mówił Jan Paweł II, oraz ma spłacać zaciągnięty wobec niej dług. Także na nas, mieszkających w Polsce, spoczywają obowiązki wobec Polonii, a obowiązek wspierania organizacji polonijnych spoczywa na MSZ. Dziwne jest różne traktowanie organizacji polonijnych, dyskryminowanie jednych, a faworyzowanie innych. Polacy są rozproszeni po całym świecie. Wyjechali z ojczyzny z różnych powodów, ale działając w organizacjach polonijnych, dają dowód swojej łączności z Macierzą. Polska musi przez swój MSZ zachowywać kontakt z tymi organizacjami i je wspierać.
Głównym zarzutem, który doprowadził do zawieszenia współpracy między polskimi przedstawicielami dyplomatyczno-konsularnymi a USOPAŁ, było to, że kierownictwo USOPAŁ z prezesem J. Kobylańskim od lat prowadzi agresywną kampanię przeciw niektórym środowiskom i osobom publicznym w Polsce. Argumentacja ta nie została poparta żadnymi dowodami, były tylko doniesienia medialne. Nagonka, jaka została rozpętana przeciwko prezesowi J. Kobylańskiemu, znalazła finał w sądzie. Ale śledztwo prowadzone przez IPN już wcześniej wykazało, że nie jest winny czynów, o jakie wielokrotnie był pomawiany.
Panie Ministrze! Myślę, że nadchodzi pora, aby MSZ zrewidowało swoje postępowanie wobec USOPAŁ i prezesa J. Kobylańskiego. Proszę o odpowiedź na pytanie, jaką politykę zamierza prowadzić MSZ wobec Polonii Ameryki Łacińskiej.
Z poważaniem
Waldemar Kraska

demar Kraska - życiorys (Lis 05, 2006 - 06:39 )


Senator Waldemar Kraska urodził się 4 września 1963 r. w Sokołowie Podlaskim. W 1989 r. ukończył Wydział Lekarski Akademii Medycznej w Białymstoku. Jest chirurgiem. Pracę zawodową rozpoczął w szpitalu w Sokołowie Podlaskim.

W 1993 r. uzyskał I stopień, a w 2000 r. II stopień specjalizacji z chirurgii ogólnej. W latach 1997-2001 był kierownikiem Pomocy Doraźnej w Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Sokołowie Podlaskim. Od 2004 r. pełni tam funkcję zastępcy ordynatora Oddziału Chirurgicznego. Od 2001 r. jest koordynatorem medycznym w RM-Meditrans Stacja Pogotowia Ratunkowego w Sokołowie Podlaskim. W 2005 r. został zastępcą dyrektora ds. lecznictwa tej jednostki.

W latach 1998-2005 był członkiem Rady Powiatu Sokołów Podlaski. Od 1990 r. należy do NSZZ "Solidarność".Był członkiem Ligi Polskich Rodzin.

Żonaty, ma dwoje dzieci. Żona Ewa jest lekarzem pediatrą. Pracuje na oddziale dziecięcym w szpitalu w Sokołowie Podlaskim. Syn Mateusz jest uczniem Liceum Ogólnokształcącego w Sokołowie Podlaskim, drugi syn Marcin uczęszcza do Gimnazjum w Kosowie Lackim.

Zainteresowania to motoryzacja oraz sport, a w szczególności piłka nożna i tenis ziemny.

Waldemar Kraska

Electoral District No. 17 based in Siedlce

Candidate of the Law and Justice Election Committee

Member of the 6th Term Senate

Secretary of the Senate



--------------------------------------------------------------------------------


Born on 4th September 1963 in Sokołów Podlaski.

In 1989, graduated from the Medical Faculty of Białystok Medical University. In 1993, obtained Level I specialization and, in 2000, Level II specialization in general surgery.

Began his professional career at the hospital in Sokołów Podlaski. 1997-2001 - emergency unit manager at the Independent Public Healthcare Complex in Sokołów Podlaski and, since 2004, deputy head of its Surgery Department. Since 2001, medical coordinator at RM-Meditrans Emergency Response Unit in Sokołów Podlaski. In 2005, was appointed the Unit's medical deputy director.

1998-2005 - member of Sokołów Podlaski District Council.

Belongs to the Solidarity Trade Union since 1990, member of the Solidarity Trade Union board in an establishment of employment.

In the Sixth Term Senate was the Senate secretary, member of the Health Committee and the Science, Education and Sports Committee.

No political party affiliation.

Married, has two children.

Monday, April 6, 2009

Dziekanski's supporters have angrily accused government and police lawyers of trying to vilify. He loved geography and read many books about the coun

Dziekanski's supporters have angrily accused government and police lawyers of trying to vilify.
He loved geography and read many books about the country that was to be his new home, the inquiry heard.
He played chess and gardened. And he also wanted to travel across Canada to see a place he had only read about in the many books and atlases he had collected about the country.
His hobbies included playing chess and bridge with friends and working at a nearby garden

Sunday, March 15, 2009

Soros – Real Father of Reforms in Poland

Soros – Real Father of Reforms in Poland

With the change of Poland from a communist dictatorship to a free market system, much credit has been given to Leszek Balcerowicz, who supposedly is the father of the “miraculous” economic reform. However according to the special report published by the Executive Intelligence Review of Washington, D.C., the real brains behind the reforms that have impoverished and enslaved Poles for generations is a Hungarian Jew, mega speculator George Soros, who also carries American passport.




Born in Budapest, Hungary in 1930 and educated in England, George Soros and his Curacao based Quantum Fund have quickly become a silent partner of Rothschild’s, Reichman’s, US expelled Marc Rich, Israeli arms merchant Saul Isenberg and many other wealthy and influential Jews, such as Henry Kissinger. The main objectives of their activities are speculative investments to take advantage of political and economic weaknesses of various countries.



Soros' Quantum Fund makes money by anticipating economic shifts around the world. In 1992 Soros thought the British pound would lose value because of political and economic pressures. He borrowed billions of pounds and converted them to German marks. When the pound collapsed Sept. 16, Soros repaid the pounds at the lower rate and pocketed the difference. His profit: $1 billion.



To understand how George Soros is different from other financial speculators, just ponder this: Enron's whiz kids, once considered the acme of high-finance innovation, named one of their infamous off-balance sheet partnerships "Chewco" -- after the "Star Wars" character Chewbacca. Soros chose to name his primary vehicle for earning billions of dollars "the Quantum Fund."

He was alluding, says his biographer, Michael Kaufman, to Werner Heisenberg's theory of "indeterminacy": the impossibility of knowing simultaneously both the position and velocity of any atomic particle. As applied to markets, the implication was that you can't invest in something (especially on a Soros-ian scale) without affecting its prospects, for good or ill.

"Soros's choice," writes Kaufman, "was both an ironic wink and a gesture of homage to notions of fallibility, reflexivity, and his own convention of incomplete determinism."

OK, so Soros is like, really smart, and those Enron guys, despite the Harvard MBAs, now look kind of dumb. But the two did have some things in common.

Soros is credited with being the chief developer of the hedge fund -- a strategy for investing that, at its simplest, maximizes an investor's ability to pick winners (and losers) and yet at the same time insures against larger market trends that could be completely unpredictable. So, for example, at the same time you are buying one company's stock because you think its stock price will rise, you are selling another's short, because you think it will fall. By balancing your long and short positions, if something unexpected happens, like a terrorist attack, that drives all stock prices up, or down, across the board, you are insured against losing your shirt. Some of your bets will win, no matter what. And if nothing unexpected happens, all of your bets might win.

As Enron mutated away from being a natural gas trader into a financial derivatives player, it advanced the concept of hedging beyond the sublime and the ridiculous straight to the land of pure idiocy. Enron, the biggest bankruptcy of all time, even bet on bankruptcy protection! In this, Enron's derivatives traders were descendants of Soros; as financial speculators intent on beating the system by being really, really smart, they attempted to hedge against every possible eventuality.

Soros and the latter-stage Enron both strove to make money chiefly by manipulating money. The difference is that Soros rarely lost a bet, while Enron's executives, blinded by greed and hubris, took themselves to the cleaners.

Are financial speculators parasites profiting off the people and companies who do the real work, or do they in any way produce value themselves? Michael Kaufman's intriguing biography of Soros never fully addresses this question -- one of the few flaws in an otherwise eminently readable book on the enigmatically fascinating Soros. And Soros himself neatly sidesteps the conundrum, by virtue of what he has done with his winnings.

Soros, a "revolutionary plutocrat," would-be philosopher king and one-man Marshall Plan, set out to change the world -- to use his billions to fund the spread of "open societies." He became a one-man conduit of funds from West to East, from affluent to non-affluent.

Which raises another question that Kaufman's bio never delves into too deeply. When an ordinary individual donates money to charity, it's easy to respect that as a personal choice. But when the individual involved can spend billions -- when he's the kind of person who can casually say, "Tell me about the health of the king of Thailand ... I happen to own 5 percent of the Thai stock market this week" -- then you start to wonder, is this really kosher? Who is this man accountable to?

One of Soros' nicknames is "The Man Who Broke the Bank of England," in reference to a famous multibillion dollar bet his fund made that John Major's Conservative government would not be able to prop up the value of the British pound. The phrase is usually used admiringly -- what a paragon of financial expertise this Soros guy is!

But what if, say, Osama bin Laden was doing the betting? What if such manipulation was pursued on behalf of "the closed society" as opposed to the open?

Liberals love to shower Soros with respect, ignoring his Wall Street background, because his motives are so obviously honorable, and the money he is spending so clearly is going to "good" causes. But his life raises some troubling questions about the autonomy of capital in the era of globalization. Make enough money, and you don't have to obey anyone's rules.

As one might expect from the first "authorized" biography of Soros, "Soros: The Life and Times of a Messianic Billionaire" is flattering to its subject. But it's never fawning, and the psychological portrait it draws is convincing and illuminating.

Soros' life, no matter how you slice it, has been extraordinary. The first several chapters of the biography -- which deal with the teenage Soros' efforts to avoid the depredations of first the Nazis and then the Soviets in his native Hungary -- read like a thriller. As Kaufman notes, this background makes it easy to understand how Soros was able to cope with the pressures involved with high-stakes investing: When your formative experiences include watching friends and colleagues get rounded up and shipped off to Auschwitz in the waning days of World War II, it's likely that little else will ever be able to frighten you.

Soros' early experiences with fascism and totalitarianism also illuminate his motives, later on, in helping Eastern European and Soviet dissidents. Kaufman excels at dissecting and explaining Soros' psychological makeup. As just one data point -- can you imagine a Rockefeller or Carnegie or Gates frankly talking about insights gained from psychoanalysis, if they ever even admitted to seeing a therapist at all?

Kaufman gets Soros to open up -- about his analysis, about his family, about his dreams. A picture emerges of a man who was not only intensely self-critical but also sought out criticism from others. And his obsession with being an actual philosopher, along with his grandiose visions of single-handedly changing the world, make him come off as more than slightly neurotic.

Few neurotics, of course, are able to dispense about a half a billion dollars a year to whomever they choose. Is that really a good thing?

During the Asian financial crisis of 1997, the prime minister of Malaysia, Mahathir Mohammad, accused Soros of destabilizing his country through currency speculation. According to Kaufman, Soros was not involved in currency trading in Malaysia at the time, but his response, at a conference held in Hong Kong that year, is instructive.

"Dr. Mahathir's suggestion yesterday to ban currency trading is so inappropriate that it does not deserve serious consideration. Interfering with the convertibility of capital at a moment like this is a recipe for disaster. Dr. Mahathir is a menace to his own country."

Never mind that the stringent restrictions on currency flow that Malaysia did impose are now widely considered to have worked spectacularly well. What's important isn't whether Soros was wrong or right, but the arrogance implicit in Soros' categorization of Mahathir as a "menace."

If you or I were to think that Mahathir is a neo-authoritarian despot who is fundamentally anti-democratic, that's one thing. But Soros can get peeved at a leader and decide to bankroll a popular movement aimed at destabilizing a government. He's done it before! If I were a Malaysian citizen aware of what Soros had done in Poland and Czechoslovakia and the former Soviet Union, I'd be a little worried when he started calling my leader bad names. Who could stop him? Who could censure him?

No one.

Soros has stated that he doesn't do philanthropy in countries where he is involved as a trader, and vice versa. He has also noted that he considers his philanthropy moral and his money-management business "amoral." But is it really possible to make such distinctions? If the consequences of a billion-dollar bet on a currency change "anomaly" destabilizes a given country's economy, boosting unemployment and inflation, does that balance out the good karma that accrues from connecting all of Russia's universities to the Internet?

We should all be grateful that deep down, George Soros appears to be a good guy, at least as judged according to liberal Western values. His commitment to "openness" is sincere; his dedication to improving people's lives is unquestionable. He is the ultimate meddling, bleeding-heart liberal do-gooder, and for that, let's give him a cheer.

But at the same time, a guy like George Soros can't be voted out of office if you disagree with him. And when his billions of dollars can affect public policy, not just in his own country but in any country of his choosing, there is good reason to be a little bit nervous. Maybe Prime Minister Mahathir is indeed a menace to his own country. But on a bad day, a grumpy George Soros could be a menace to any country.

In order to gain valuable inside knowledge of the speculative possibilities, George Soros has set up a huge organization of inter-related “open society” institutes staffed mainly by Jews. Although his “institutes” have been expelled from China, Russia, Indonesia and the Czech Republic, they exist in Albania, Belarus, Bosnia-Herzegovina, Bulgaria, Croatia, Estonia, France, Georgia, Kazakhstan, Kyrgystan, Latvia, Lithuania, Macedonia, Moldova, Poland, Romania, Slovakia, Slovenia, South Africa, the United Kingdom and the USA. There is no doubt that this organization allows for great economic intelligence gathering possibilities to detect weaknesses subject to financial speculation. But to go one step further, George Soros has also been known to manipulate the outcome of the political process by funding his own candidates in presidential elections, as recently documented in the Ukraine and Peru. In today’s information age, it is much more profitable for speculators to have their own people (insiders) in the government they are planning to raid. His favorite agenda is to convince the government of a particular country that neo-liberal reform is the best way out of financial crisis, so he can take advantage and speculate with their currency and privatization. Soros justifies his methods with a statement that what he is doing may not be moral but it is not against the law.

According to Lyndon LaRouche, Soros has gained a new position in the course of the 1997-98 period. The big thing that is occurring in Southeast Asia and in East Asia, is that the Prime Minister of Malaysia, Mahathir bin Mohamad, has become a hero of economics. He defied Al Gore, he defied Madeleine Albright--personally, nose-to-nose in Asia--on the issue of George Soros. And Madeleine Albright and Al Gore came to the enraged defense of George Soros.

In the period between October 1998 and the Brazil crisis of February 1999, George Soros was used as a key adviser on how to generate an avalanche of fraudulent money, which was used in particular to try to deal with the Brazil debt crisis. So, George Soros has gone from being a figure of what he was earlier, to using his experience and connections for a somewhat different operation. He's a key part of what is actually being generated, a global hyperinflation like that of Weimar 1923.

The thing that must always be remembered is that the United States, as a national economy, is presently hopelessly bankrupt. For example, the United States, at the current rate, has a national current account deficit rate of approximately a half-trillion dollars a year. Well, that's the mark of a bankrupt business. It has no hope of ever earning the income to pay that deficit. We don't know how much money is being put in to try to keep the United States from collapsing. Official figures from central bankers and others show at least $1 trillion a year. LaRouche estimates is that, in addition to that, there is an additional trillion dollars a year or more, which is now going into over-the-counter derivatives.

In other words, the United States, as an economy, is presently like a hopelessly bankrupt firm, which is borrowing ever vaster amounts of credit by the day, to keep from closing the door. By every objective standard, the U.S. economy and the U.S. dollar are the most bankrupt nation in the world. And, it's a time bomb that can set off the biggest financial collapse in all history, a collapse that will sink the entire world economy.

So, states LaRouche, the significance of Soros, is that these fellows are trying to keep alive, keep the bankruptcy from the door, long enough to establish their kind of world government, or one-world government, system.

As if this was not enough, George Soros has also been actively promoting the free use of narcotics, which leads to greater liberalization of the particular countries and greater possibilities of speculative gains.



According to the EIR Report, Soros has been personally responsible for introducing “shock therapy” economic chaos into the emerging economies of Eastern Europe since 1989. He has foisted on fragile new governments in the East, the most draconian economic madness, policies that have allowed Soros and his financial friends to loot the resources of large parts of Eastern Europe at less than dirt-cheap prices.



In Poland, in late 1989, Soros personally organized a secret meeting between the communist government of Mieczyslaw Rakowski (also Stanislaw Gomulka and Wojciech Jaruzelski), and the leaders of the then-illegal opposition, the Solidarnosc trade-union umbrella organization. According to well-informed Polish sources, at that 1989 meeting between the communist regime and the Solidarnosc, Soros unveiled his “plan” for Poland: The communists must let the opposition Solidarnosc take over government so as to gain the confidence of the population.



Then, said Soros, the state must act deliberately to bankrupt its own industrial and agricultural enterprises using astronomical interest rates, withholding needed state credits, thus burdening firms with unpayable debt. Once that was done, said Soros, he would encourage his wealthy international business friends to come to Poland as prospective buyers of privatized state enterprises. A good example of this Soros privatization plan is the case of the large steel facility, Huta Warszawa. According to steel experts the complex, a modern one, would cost $3-4 billion for a Western company to build new. The Polish government agreed to assume the “debts” of Huta Warszawa, and sell the debt-free, steel making complex to Milan Company, Lucehini, for a price of $30 million!




To further the Soros plan, Soros personally recruited his friend (Belorussian Jew with American passport), 35-year old Harvard economist, Jeffrey Sachs, whose only prior claim to experience was that of advising the Bolivian government on the advantages of the disastrous neo-liberal reform. Next, Soros set up one of his numerous foundations, the Stefan Batory Foundation, staffed by Polish Jews related to the Mazowiecki government. The Stefan Batory Foundation became the official sponsor of Sach’s work in Poland in 1989-90. Before his recent move on Peru to advise Soros-sponsored President Alejandro Toledo and his Belgian-Jewish-Polish wife Eliane Karp, Sachs visited Poland over 40 times. In 1996, although officially never employed by the Polish government (as argued by Janine Wedel) , Sachs neverless was decorated with the Order of White Eagle by post-communist President Alexander Kwasniewski.



Soros boasted that he had “established close personal contact with Walesa’s chief advisor, Bronislaw Geremek. I was also received by Gen. Jaruzelski, the Head of State, to obtain his blessing for my foundation.” He also worked closely with the “eminence grise” of Polish “shock therapy”, Prof. Trzeciakowski , a behind-the-scene adviser to Finance and Economics Minister Leszek Balcerowicz. Soros also cultivated relations with the man who would first impose Sach’s “shock” therapy on Poland: Balcerowicz himself. When Lech Walesa was elected President of Poland, Soros said: “largely because of Western (Washington) pressure Walesa retained Balcerowicz as Minister”. Balcerowicz imposed a freeze on wages while industry was to be bankrupted by cutoff of state credits. Industrial output fell by more than 30% over two years.



Since, during early “shock therapy”, Balcerowicz maintained a fixed rate of dollar exchange with interest rates in Polish zloty reaching 80% a year, for many years Poland was a dream country for currency speculators like George Soros. Unfortunately, during those years there was no tax on the interest earned in Polish banks and therefore there are no records as to how much money was siphoned out of the country. Tax on the interest earned was applied in the year 2001 and only since then has interest income been recorded. Although there are no verifiable records, I estimate Poland lost up to $30 billion dollars due to speculation with its currency exchange. Prof. Kazimierz Poznanski, of the University of Washington, documents that Poland has lost over $80 billion dollars through manipulation of currency exchange and dishonest privatization.



Soros admits he knew in advance that his “shock therapy” would cause huge unemployement (approx. 20% in 2002), closing of factories, and social unrest. For this reason he insisted that Solidarnosc be brought into the government. Through his Batory Foundation, Soros also co-opted key media opinion-makers such as Adam Michnik (Gazeta Wyborcza), and with cooperation from the U.S. Embassy in Warsaw, imposed a media censorship favorable only to Soros’s “shock therapy” and hostile to all critics – a censorship which rivaled that of the communists, according to some Polish reports.



Not a shabby achievement for a Hungarian Jew, who survived the “holocaust” and started with nothing else but a name. His personal net worth is estimated at 15 billion dollars. “Time” magazine has characterized George Soros as a “modern-day Robin Hood”, who robs from the rich to give to the poor countries of Eastern Europe and Russia. “Time” claimed that Soros made huge financial gains by speculating against Western central banks, in order to use his profits to help the emerging post-communist economies of Eastern Europe and the former Soviet Union, to assist them to create what he calls an “Open Society”. “Time’s” statement is entirely accurate in the first part, and entirely inaccurate in the second. He robs from rich Western countries, all right – then he uses his profits to create the basis to rob even more savagely from the East, under the cloak of “philanthropy”. His goal is to loot wherever he can. Soros has been called the master manipulator of the “hit-and-run capitalism” and Poland with cooperation from the postcommunist rulers, has been one of his easy prey. However, officially, there are no records that George Soros himself or his Quantum Fund has taken out a single dollar out of Poland. The real looting was done by others, who were fully protected by the privacy laws of the post-communist banking system.



What Soros means by “open”, is to open up, for him and his financial predator friends, the economies of the former Warsaw Pact countries, so they can loot their resources and assets. By bringing people like Jeffrey Sachs and their economic “shock therapy” into emerging economies, Soros has laid the foundation for buying invaluable assets of whole regions of the world at dirt-cheap prices, for himself and his selected rich friends, who share a dream forming world government one day.



It must be stated that George Soros would never be able to create crisis in Poland without the full cooperation of the perpetual oligarchy of the Polish-Jewish and meddling of the American-Jewish politicians, but their treason is a subject for discussion some other time.





Stanislaw Tyminski



Encl.

EIR Special Report: “The true story of Soros the Golem”, April 1997
Interview with Lyndon LaRouche, Executive Intelligence Review, , July 7, 2000.
George Soros “Underwriting Democracy”, 1991

Thursday, February 19, 2009

Dobroczyńca i beneficjent. Amerykańskie wsparcie finansowe dla Izraela.

Dobroczyńca i beneficjent. Amerykańskie wsparcie finansowe dla Izraela.
"Stany Zjednoczone zapewniły Izraelowi, oprócz politycznego i militarnego wsparcia, także hojną i szczodrą pomoc w sferze gospodarczej. Z pomocą Ameryki Izrael stał się silnym i nowoczesnym państwem. Wiem, że mówię w imieniu każdego mieszkańca Izraela i każdego Żyda na świecie, kiedy mówię 'Dziękuję wam Amerykanie'", "Jesteśmy więcej niż wdzięczni" - mówili w połowie lat 90. izraelscy premierzy Beniamin Netanyahu i Ichak Rabin, występujący na połączonej sesji Kongresu.

Kontynuując recenzowanie książki Stephena Walta i Johna Mearsheimera "The Israel Lobby and US Foreign Policy", zajmę się dzisiaj kwestią wsparcia gospodarczego i wojskowego, udzielanego Izraelowi przez Stany Zjednoczone. A jest to wsparcie na niespotykaną skalę w sytuacji, gdy mamy do czynienia z państwem zamożnym i nowoczesnym. Izraelskie PKB wyniosło w 2007 roku 162 miliardy dolarów, a sąsiedniego Egiptu 128 miliardów. Pamiętajmy jednak o stosunku ludnościowym, który przedstawia się następująco: Izrael zamieszkuje nieco ponad 7 milionów osób, a populacja Egiptu sięga prawie 82 milionów

Różnica w PKB per capita (wg parytetu siły nabywczej - PPP) jest przygniatająca: 26,600 dolarów do 5000 dolarów na korzyść Izraela. Dochody budżetu Izraela to ponad 53 miliardy dolarów, Egiptu zaś ledwie 35 miliardów. Porównania z Syrią, Libanem czy Jordanią nie mają sensu. Ewentualnie w grę wchodziłby Iran, z PKB wynoszącym 294 miliardy dolarów i dochodami budżetowymi rzędu 104 miliardów, ale Iran to jeden z największych eksporterów ropy naftowej (zyski z jej eksportu stanowią do 85 procent budżetu państwa), zamieszkany przez ponad 65 milionów osób. Warto też pamiętać, że w Iranie panuje ok. 30-procentowe bezrobocie a także mniej więcej taka sama inflacja. Teheran musi poradzić sobie z 900 tysiącami młodych ludzi wkraczających co roku na rynek pracy. Nie pomagają w tym dotkliwe sankcje ekonomiczne.

Spójrzmy więc, jakiej wysokości wsparcie finansowe Izrael otrzymuje od Stanów Zjednoczonych:


W latach 1962-2008 Izrael otrzymał ponad 100 miliardów dolarów bezpośredniej pomocy od Stanów Zjednoczonych. Z tego ok. 67 miliardów to pomoc wojskowa, a 34 miliardy stanowiło wsparcie gospodarcze. W ostatnich kilku latach wysokość pomocy finansowej dla Izraela spadała i wynosi obecnie ok. 2,5 miliarda dolarów rocznie, z czego 2,2 miliarda stanowi pomoc wojskowa. Dla porównania, Egipt - drugi bliski sojusznik Ameryki w regionie - w tym samym okresie otrzymał ok. 67 miliardów dolarów, ale blisko 30 miliardów stanowiła pomoc gospodarcza. Oczywiście, można powiedzieć, że Egipt do momentu podpisania traktatu pokojowego z Izraelem był klientem ZSRR i znaczącą pomoc finansową od Ameryki otrzymywał dwie dekady krócej, ale byłaby to tylko półprawda.

Dane rządowej U.S. Agency for International Development (USAID) zawierają wyłącznie pomoc bezpośrednią. Pomijają pozostałe rodzaje wsparcia finansowego, które Izrael (i inne państwa, choć w dużo mniejszym zakresie) otrzymuje. W statystykach USAID nie ma m.in. preferencyjnych kredytów, które Stany Zjednoczone Ameryki udzielają Izraelowi. Bardzo korzystne oprocentowanie sprawia, że Izrael może zaoszczędzić setki milionów dolarów na odsetkach. Co więcej, Stany Zjednoczone, aby pożyczyć Izraelowi, same muszą pożyczyć - oczywiście na warunkach normalnych. Oznacza to, że amerykański podatnik traci dwa razy: najpierw musi pożyczyć na warunkach rynkowych, a następnie przekazuje pożyczone pieniądze dalej, na gorszy procent.

Jak podają w swojej książce Walt i Mearsheimer, bezpośrednia pomoc dla Izraela stanowi 1/6 ogółu takiej pomocy udzielanej przez Stany Zjednoczone. Amerykańskie wsparcie to także 2 procent izraelskiego produktu krajowego brutto (PKB). W przeliczeniu na osobę, pomoc dla Izraela wynosi ponad 500 dolarów na głowę - w przypadku Egiptu jest to raptem 20 dolarów, a w przypadku Haiti 27 dolarów. Izrael otrzymuje także dodatkowe fundusze przyznawane okazjonalnie przez Kongres. W ten sposób Izrael wzbogacił się o 1,2 miliarda dolarów, które miało wesprzeć implementację porozumienia z Wye z 1998 roku (w myśl którego Izrael wycofałby się z niewielkiej części Zachodniego Brzegu Jordanu) oraz o 1 miliard dolarów z "okazji" ataku USA na Irak (przygotowania do wojny z Irakiem) w 2003 roku. Nie mówiąc o 10 miliardach otrzymanych na początku lat 90. ubiegłego stulecia na sfinansowanie przesiedlenia tysięcy Żydów z obszaru byłego ZSRR.

Pomijając możliwość otrzymywania najnowocześniejszego amerykańskiego uzbrojenia po dobrej cenie, należy zwrócić uwagę na ciekawy wyjątek od reguły, dzięki któremu Izrael może wydawać co czwartego dolara otrzymanego od Waszyngtonu na wspieranie własnego przemysłu zbrojeniowego. Amerykanie wspierają finansowo także konkretne projekty, m.in. rozwój systemu antyrakietowego Arrow. W efekcie amerykańskiego wsparcia, relatywnie niewielki Izrael posiada prężny i nowoczesny przemysł zbrojeniowy. W roku 2004 Izrael był ósmym eksporterem broni na świecie, sprzedając więcej niż Szwecja i Włochy razem wzięte. Rok 2004 był wyjątkowy w tym zakresie, a eksport Izraela rekordowy. W żadnym z kilku wcześniejszych i następnych lat nie zbliżył się on do poziomu pół miliarda dolarów.

Kolejną ciekawostką jest fakt, iż Izrael jako jedyne państwo otrzymujące wsparcie z USAID nie musi rozliczać się z tego, na co przeznaczył pieniądze. Pozostałe kraje otrzymują fundusze na konkretne projekty, a Izrael dostaje pieniądze bezpośrednio do budżetu. W związku z tym nie wiadomo, na co przeznaczane są dolary amerykańskiego podatnika i czy nie wydaje się ich na projekty, które stoją w otwartej sprzeczności z amerykańskimi interesami - jak zauważają Walt i Mearsheimer, np. na rozbudowę osiedli i osadnictwo na Terytoriach Okupowanych na Zachodnim Brzegu.

Wracając na koniec do uzbrojenia i pomocy wojskowej, Stany Zjednoczone składują ogromne ilości uzbrojenia w Izraelu, które mogłoby zostać wykorzystane w sytuacji kryzysowej. W 2006 roku Kongres zagłosował za zwiększeniem ilości składowanej broni z 100 do 400 milionów dolarów w roku 2008. Umowy dotyczące składów pozwalają na korzystanie z zapasów także przez wojsko izraelskie, gdyby zaszła taka konieczność. Oznacza to, że Amerykanie w sytuacji kryzysu mogliby mieć problem z wykorzystaniem własnego uzbrojenia. Taka sytuacja najpewniej miała miejsce w lipcu 2006 roku, kiedy Izrael prowadził wojnę z Hezbollahem polegającą na niszczeniu infrastruktury Libanu i karaniu cywilnej populacji za istnienie Partii Boga.

Izrael ma także dostęp do wielu materiałów wywiadowczych zdobywanych i przetwarzanych przez rozmaite amerykańskie służby. Bez wątpienia Izrael ma dostęp większy od chociażby Wielkiej Brytanii, najbliższego sojusznika Waszyngtonu w wojnie z terrorem. Stany Zjednoczone nie pisnęły nawet słowem, kiedy Izrael pracował nad własną bombą jądrową i nie naciska na Państwo Żydowskie ani w tej kwestii, ani w kwestii broni biologicznej i chemicznej, którą Izrael posiada. Nie trzeba wspominać, że hipokryzja Ameryki w tej materii ma ogromny negatywny wpływ na wysiłki Stanów Zjednoczonych w staraniach o ograniczenie proliferacji broni masowej zagłady (WMD).

Finansowe wsparcie Izraela jest w dużej mierze niezależne od działań podejmowanych przez rząd tego państwa. Nawet jeśli są one sprzeczne z interesami Waszyngtonu, groźby wstrzymania (nie mówiąc o redukcji czy odcięciu) strumienia pieniędzy jest niewielka i do gróźb amerykańscy prezydenci uciekali się nader rzadko. W ostatniej dekadzie XX w. i obecnie pomoc amerykańska jest w zasadzie bezwarunkowa.

Czy zamożne państwo, jakim Izrael bez wątpienia jest, powinien otrzymywać tak dużą pomoc finansową? Czy jest po temu jakiekolwiek uzasadnienie ekonomiczne bądź militarne? Ekonomicznego znaczenia nie ma, gdyż Izrael posiada prężną gospodarkę, opartą w dużej mierze na nowoczesnych technologiach. Wojskowego znaczenia również nie ma, ponieważ przewaga sił zbrojnych Izraela nad sąsiadami, nawet gdyby połączyli siły (co jest dziś praktycznie niemożliwe) jest przygniatająca. Izrael posiada zarówno świetnie wyszkolonych żołnierzy, jak i bardzo nowoczesny i sprawdzony w boju sprzęt. Wielokrotnie udowadniał w przeszłości, że potrafi zetrzeć w proch przeciwnika. Dziś Izrael jest bezpieczniejszy niż w latach 50. czy 70. i nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby pokonać go na polu bitwy.

Co innego walka z partyzantami czy grupami paramilitarnymi pokroju Hezbollahu czy Hamasu. Jednak po co wspierać ponad 4 miliardami dolarów pomocy wojskowej rocznie jedną z najlepiej wyszkolonych i uzbrojonych armii na świecie, jeśli jej przeciwnikiem jest grupa brodaczy z kałasznikowami, granatnikami oraz rakietami (m.in. katiuszami)? Każdy chciałby mieć takiego Świętego Mikołaja, który rok w rok przynosiłby worek pieniędzy (w większości bonów na zakupy u amerykańskich producentów) na nowe zabawki (helikoptery, inteligentne bomby etc.). Izrael mógłby bez większego problemu kupować uzbrojenie za własne pieniądze, zapewne na bardzo preferencyjnych warunkach (jako bliski sojusznik Ameryki).

Wsparcie finansowe (militarne i gospodarcze) to jednak nie wszystko. Ameryka zapewnia Izraelowi potężne wsparcie polityczno-dyplomatyczne. Nie wszędzie jest to zgodne z interesami Ameryki. Następny wpis poświęcę w głównej mierze właśnie tej kwestii.

Piotr Wołejko


Izraelskie lobby a polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych - wstęp

"Zasadniczo nowocześniejsza wersja Protokołów Mędrców Syjonu", "Czytanie wersji wydarzeń [Walta i Mearsheimera] jest jak wkraczanie w inny świat", "Podobnie jak wielu pro-arabskich propagandzistów dzisiaj, Walt i Mearsheimer często odwołują się do moich książek, często cytując bezpośrednio z nich, szukając potwierdzenia swoich argumentów. Jednak ich praca to parodia historii, którą studiowałem i o której pisałem przez ostatnie dwie dekady. Ich praca jest podziurawioną tandetą i hańbiącym fałszem".

Trzy komentarze, autorstwa Daniela Pragera, Jamesa Woolseya oraz Benny'ego Morrisa, odnoszące się do książki "The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy" (Izraelskie lobby a polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych) wybrałem, aby pokazać stosunek członków niniejszego lobby do tej wybitnej książki oraz jej autorów. Przeciwko Stephenowi Waltowi oraz Johnowi Mearsheimerowi wytaczano najcięższe działa, mieszając z błotem ich oraz ich dzieło. Lawina oskarżeń o antysemityzm a także porównania do neonazistów, stały się dla autorów "The Israel Lobby" codziennością.

Nie było to dla Walta i Mearsheimera zaskoczeniem, gdyż opisali oni mechanizm stosowany przez lobby, gdy ktoś próbuje zmącić pieczołowicie pielęgnowany obraz Izraela oraz związków Izraela ze Stanami Zjednoczonymi, zwłaszcza wspólnoty dotyczącej polityki zagranicznej. Gromienie podważających bądź pytających o tą wspólnotę interesów oskarżeniami o antysemityzm nie jest niczym nowym, a także nie ma żadnych granic. Całkiem niedawno antysemitą stał się ex-prezydent Ameryki Jimmy Carter, kiedy "nieopatrznie" wydał książkę pod tytułem "Palestine: Peace Not Apartheid" (Palestyna: Pokój, nie apartheid).

Książki Cartera jeszcze nie czytałem (wkrótce nadrobię zaległości), ale już po tytule można domyślić się, jaka jest jej wymowa. Porównanie działań rządu izraelskiego do polityki apartheidu jest wymowne i musiało rozsierdzić lobby niemiłosiernie. Jakże to, Izrael stosuje apartheid? Skandal, hańba, wariactwo, antysemici itd. Tymczasem wystarczy spojrzeć na codzienne życie mieszkańców Strefy Gazy czy Zachodniego Brzegu Jordanu, aby dostrzec apartheid w czystej w postaci (a może nawet apartheid 2.0, czyli unowocześniony i skuteczniejszy). Pomijając kwestię blokady Strefy Gazy, która oznacza dla ponad miliona mieszkańców tego niewielkiego skrawka ziemi ubóstwo i nędzę, spójrzmy na (wydawałoby się banalną) kwestię swobody przemieszczenia się na Zachodnim Brzegu. Dla Palestyńczyków to prawie niemożliwe, gdyż Izrael rozstawił setki posterunków i blokad drogowych, które uniemożliwiają bądź utrudniają komunikację. [Pomijam także kwestię współpracy izraelskich służb ze służbami południowoafrykańskimi w okresie apartheidu.]

Izrael buduje także tzw. barierę bezpieczeństwa, która jest jawnym pogwałceniem prawa międzynarodowego, co stwierdził w 2003 roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w swojej opinii doradczej, na żądanie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Trybunał wezwał Izrael do zaprzestania budowy bariery bezpieczeństwa na Terytoriach Okupowanych, w tym w i wokół Wschodniej Jerozolimy. Jak dobrze wiemy, budowa nie tylko nie została przerwana, ale była i jest kontynuowana.

Wracając do książki, autorzy stworzyli ją na bazie artykułu o izraelskim lobby, który mieli napisać dla uznanego pisma Atlantic Monthly. Tworzenie tekstu pochłonęło sporo czasu, gdyż prace zaczęły się jeszcze w 2002 roku, a dopiero w styczniu 2005 roku Walt i Mearsheimer oddali (po korektach i uwzględnieniu uwag redakcji) go do druku. Po kilku tygodniach dowiedzieli się, że Atlantic Monthly nie jest już zainteresowane publikacją tekstu. Znając jego wymowę oraz biorąc pod uwagę długość, zrezygnowali z ubiegania się o możliwość druku w innych pismach bądź periodykach, zajmując się innymi tematami i projektami.

Dopiero w październiku 2005 roku pojawiła się szansa na publikację tekstu. Po rewizji i uaktualnieniu pojawił się on w marcu 2006 roku na łamach London Review of Books. Esej wywołał prawdziwy sztorm, coś więcej niż "10 w skali Beauforta", którego próbkę można znaleźć w pierwszym akapicie niniejszego wpisu. Walt i Mearsheimer rozbudowali swój tekst i w roku 2007 wydali książkę, którą postaram się zrecenzować, a także przedstawić szerzej na łamach bloga.

Odpowiemy sobie na wiele pytań, m.in.: Jak duża jest pomoc finansowa Stanów Zjednoczonych dla Izraela? Czy Izrael jest strategicznym atutem czy obciążeniem dla USA? Jakie przyczyny są podawane jako uzasadnienie dla wspierania Izraela? Czym właściwie jest "izraelskie lobby" i z czego się składa? Jak lobby wpływa na proces decyzyjny i jak zapewnia sobie dominację w dyskursie publicznym? Jaki wpływ ma lobby na amerykańską politykę wobec Palestyńczyków, wojny w Iraku, Syrii oraz Iranu? Na końcu pojawi się odpowiedź na pytanie, jak Stany Zjednoczone powinny traktować Izrael oraz jaką politykę wobec Bliskiego Wschodu powinien prowadzić Waszyngton?

Temat gorący, a kolejne wpisy poświęcone książce The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy będą niczym iskry spadające na beczkę prochu. Z góry proszę o merytoryczną dyskusję i używanie argumentów na poziomie. Komentarze obraźliwe będą usuwane, a wpisy w stylu "W Pańskim tekście jest co najmniej 10 merytorycznych błędów, ale najśmieszniejszy jest ten powyżej" autorstwa Eliego Barbura będą spotykały się z oczywistą reakcją - to proszę wykazać te błędy i dyskutujmy. Barbur zamiast dyskusji wybrał ucieczkę i wycinanie moich komentarzy wzywających go (na jego blogu) do wymiany argumentów. Stąd, jeśli ktoś nie ma zamiaru dyskusji, niech nie fatyguje się i nie komentuje. Szkoda czasu.

Zapraszam na interesującą podróż w świat amerykańskiej polityki. Takiej prawdziwej, w której wykuwają się kierunki oraz ustawy, które pozwalają iść w określoną stronę. Jak to bowiem jest, że przedarty na pół Kongres, spierający się o niemal każdą sprawę, w kwestiach dla Izraela istotnych zachowuje szokującą wręcz jedność? Dlaczego kandydaci na prezydenta potrafią wylewać na siebie kubły pomyj i czepiać najdrobniejszych słówek, ale wszyscy jednomyślnie stają po stronie Izraela, prześcigając się w wyrażaniu solidarności z Izraelem? Na te i wiele innych pytań będę odpowiadać, posiłkując się książką Walta i Mearsheimera, w najbliższych wpisach.

Piotr Wołejko
Znowu plotki o ataku na Iran
Izrael pręży muskuły. Samoloty są wypolerowane, uzbrojone i gotowe do ataku na cele położone na terytorium Islamskiej Republiki Iranu. Na celowniku znajdują się oczywiście obiekty wykorzystywane w irańskim programie atomowym. Jak donoszą The Times of London oraz Jerusalem Post, opcja ataku bez udziału Stanów Zjednoczonych, a zapewne także i wbrew nim, jest rozważana.

Portal Debka, uważany za powiązany z izraelskim wywiadem, donosi, iż Ameryka gromadzi wokół Iranu oraz w regionie coraz większą potęgę militarną. W pobliżu Iranu znajdują się już trzy lotniskowce wraz z grupami bojowymi, grupa niszczycieli, cztery atomowe łodzie podwodne oraz ściągnięty z Morza Śródziemnego okręt USS Mount Whitney, który ma koordynować działania tak olbrzymiej armady. W tym samym czasie, o czym również informuje Debka, Irańczycy przeprowadzają potężne manewry swojej floty oraz lotnictwa. Sześciodniowe ćwiczenia mają pokazać, że Iran nie da się zastraszyć Stanom Zjednoczonym i Izraelowi.

Prezydent Bush opierał się (i nadal opiera) przed uderzeniem na Iran, mimo wielokrotnych wezwań płynących ze strony neokonserwatystów oraz izraelskiego lobby. Teraz, kiedy przejęcie władzy przez Obamę wydaje się bliskie, mogłoby się wydawać, że jest idealny moment na atak. Obama mówił w kampanii o dialogu, także z Iranem, na horyzoncie pojawiło się widmo nowego kursu. Kiedy jednak spojrzeć na najbliższych doradców Obamy ds. Bliskiego Wschodu, ze zdumieniem dochodzi się do wniosku, że są to ludzie bliźniaczo podobni do doradców Busha juniora.

Pisałem o tym w tekście pt. "Zmiana, Restauracja, Kontynuacja. Ameryka Obamy a Izrael". Pisze o tym także Robert Dreyfuss na internetowych łamach Asia Times. Zamiast zmiany stylu i treści polityk wobec Iranu, grozi nam kontynuacja nieskutecznej i przynoszącej skutki odwrotne od zamierzonych polityki grożenia Iranowi nalotami oraz zmianą reżimu. Wokół Obamy zgromadzili się neokoni i przyjaciele Izraela, których nie powstydziłby się George W. Bush.

Jeden z doradców, Dennis Ross, popełnił ostatnio tekst dla Newsweeka, w którym pisze: "Gdziekolwiek dziś nie spojrzymy na Bliskim Wschodzie, Iran zagraża interesom Stanów Zjednoczonych" oraz "Jeśli Iran teraz wszędzie pokazuje swą siłę, wyobraźmy sobie co się stanie, gdy zostanie potęgą atomową". Ross wzywa do zaostrzenia sankcji gospodarczych, zwłaszcza dotyczących sektora naftowego, głównego źródła dochodów. Oprócz kija Ross wzywa do zaoferowania atrakcyjnych marchewek politycznych i gospodarczych. Nie wskazuje jednak żadnych konkretów.

Ross jest konsultantem w Washington Institute for Near East Policy (WINEP), jednym z najbardziej wojowniczych i radykalnych think-tanków. Z WINEP współpracują takie osoby jak: Richard Perle, James Woolsey, Daniel Pipes, Joshua Muravchik. Łączy ich gorące popieranie inwazji Ameryki na Irak. WINEP zachęcał później administrację Busha do uderzenia na Syrię i wspiera militarne rozwiązanie kwestii irańskiej.

Kolega Rossa z WINEP, Patrick Clawson, przypomina o zagrożeniu Izraela ze strony Iranu w artykule w gazecie Forward. Mieszanka faktów, wyolbrzymień i interpretacji ma jednoznaczną wymowę - Iran stanowi dla Izraela śmiertelne zagrożenie. Zagraża także Stanom Zjednoczonym i ich interesom, m.in. poprzez przejęcie kontroli nad Cieśniną Ormuz i transportem ropy w tym akwenie. O ile krótkotrwale Iran mógłby skorzystać na ewentualnej blokadzie, windując ceny ropy, wyrządziłby większe szkody sobie, niż Ameryce. Iran zależy od eksportu ropy, a amerykańska rezerwa strategiczna zapewniłaby zaopatrzenie w niezbędny surowiec.

Trudno także spodziewać się pierwszego uderzenia ze strony Iranu. Jedna, dwie, pięć czy dziesięć irańskich głowic kontra ok. 200 głowic izraelskich oraz kilka tysięcy amerykańskich. Kto zaryzykuje atak, który ze 100-procentową pewnością zakończy się o wiele potężniejszą ripostą, która z Iranu zrobiłaby radioaktywną pustynię? Iran potrzebuje atomu do obrony, a może czuć się zagrożony, skoro z Waszyngtonu od lat płyną ostrzeżenia i pogróżki w stylu "zmiany reżimu" itp.

Z jednej strony Clawson słusznie zauważa, że nuklearny Iran może oznaczać efekt domina w postaci nuklearyzacji pozostałych państw regioniu, w szczególności Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Turcji. Z drugiej strony zaś przejaskrawia w sposób skrajny, kiedy pisze o możliwym transferze technologii do Wenezueli Chaveza. Nawet jeśli taki transfer nastąpi, to w jaki sposób zagraża to Stanom Zjednoczonym? Mimo swej retoryki, Chavez sprzedaje ropę do Ameryki i zarabia na tym miliardy dolarów. Z wpływami Wenezueli Waszyngton może poradzić sobie, nawet gdyby Caracas weszło w posiadanie broni A.

Tytuł tekstu Clawsona jest wymowny: "Nie róbcie z Iranu sprawy Izraela". Jest to sprawa także Stanów Zjednoczonych i świata (z naciskiem na Amerykę). Słyszeliśmy to już wcześniej, kiedy neokoni i pro-izraelskie lobby demonizowało Irak Saddama Husajna, a następnie wzywało do zajęcia się reżimem Asada w Syrii.

Niedawno powstała także organizacja United Against Nuclear Iran (UANI), którą tworzą prominentni neokoni i pro-izraelscy lobbyści, w tym wielu bliskich współpracowników Obamy, jak Dennis Ross czy Richard Holbrooke, a także "bushowscy" neokoni, tacy jak były szef CIA James Woolsey. UANI grupuje zwolenników twardego kursu wobec Iranu i nie ma raczej wątpliwości, że jej wpływ na decyzje nowej administracji będzie duży.

Atak na Iran wymagałby od Izraela przelotu przez terytorium irackie, które kontrolują Amerykanie. Bez ich zgody na przelot nie ma raczej mowy o bombardowaniu irańskich obiektów nuklearnych. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że kiedy było trzeba, Izrael działał bez zgody albo wbrew stanowisku Ameryki czy jej interesom. Prężenie muskułów trwa.

Piotr Wołejko

USA: wenezuelskie referendum zgodne z demokratycznymi zasadamiAutor: czerwoneiczarne.Data: 18 luty, 2009

Ponieważ wśród społeczeństwa mnożą się wątpliwości, czy referendum w Wenezueli było demokratyczne, czy też nie, postanowiłem się rozejrzeć za jakimś autorytetem, który mógłby te wątpliwości rozwiać.

Za kimś, kto do tej pory był znany jako nieprzejednany wróg Chaveza, za kimś, kto wspierał zamach stanu przeciwko niemu w 2002 roku, za kimś kto marzy (a przynajmniej marzył), by Chavez zniknął z polityki na zawsze. Szukałem kogoś, kogo nie sposób byłoby posądzić o “te straszne lewackie sympatie”.

I co? No i nie musiałem szukać długo, bo, machając radośnie ręką na powitanie, na spotkanie wyszedł mi Departament Stanu USA w osobie rzecznika prasowego Gordona Duguida. I Gordon rzekł:

“Choć pojawiały się pewne niepokojące raporty dotyczące zastraszania przeciwników politycznych, to jednak w przeważającej części przebieg referendum był w pełni zgodny z demokratycznymi regułami”

Kolega Duguid stwierdził również, że referendum to “sprawa społeczeństwa Wenezuelskiego”, a także wyraził nadzieję, że:

Sunday, February 15, 2009

Masonerka żydowska Bn Br usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska

Masonerka żydowska Bn Br usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska
cz1/part1


Masonerka żydowska usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska cz.2 [kazanie



O możliwości przeniesienia papieskiego krzyża, stojącego na Żwirowisku, nieopodal byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu donosi belgijski dziennik "La Libre Belgique".

żródło KAI (rk /a.)

http://ekai.pl/serwis/?MID=16854

-----------------------

Dziś po 10 latach organizacje żydowskie znowu atakują Polaków w imię tzw. "dialogu"
Nakazy jak poprzednio tak i tym razem przyszły z Belgii od organizacji "Sauvegarde d`Auschwitz"
i szefa organizacji żydowskich Lazarda Pereza.

Judajczykowie znowu atakują chrześcijan, chcą usunąć nasz krzyż,
a ofiarami masowych mordów w Oświęcimiu uczynić tylko Żydów.

Do takich celów powołanych zostało wiele organizacji,
stawiających sobie za cel wynarodowienie Polaków, zniszczenie tradycji chrześcijańskich,
zapłatę gigantycznego i nienależnego haraczu oraz budowę "Judeopolonii" na terenie Polski.

Warto wiedzieć, że 9 września 2007 w Polsce reaktywowaną masońską lożę B'nai B'rith
czyli Zakon Synów Przymierza.

Siedziba B'nai B'rith mieści się w Warszawie.

Masonerka żydowska Bn Br usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska

Masonerka żydowska Bn Br usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska
cz1/part1


Masonerka żydowska usuwa nasz krzyż ze Żwirowiska cz.2 [kazanie



O możliwości przeniesienia papieskiego krzyża, stojącego na Żwirowisku, nieopodal byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu donosi belgijski dziennik "La Libre Belgique".

żródło KAI (rk /a.)

http://ekai.pl/serwis/?MID=16854

-----------------------

Dziś po 10 latach organizacje żydowskie znowu atakują Polaków w imię tzw. "dialogu"
Nakazy jak poprzednio tak i tym razem przyszły z Belgii od organizacji "Sauvegarde d`Auschwitz"
i szefa organizacji żydowskich Lazarda Pereza.

Judajczykowie znowu atakują chrześcijan, chcą usunąć nasz krzyż,
a ofiarami masowych mordów w Oświęcimiu uczynić tylko Żydów.

Do takich celów powołanych zostało wiele organizacji,
stawiających sobie za cel wynarodowienie Polaków, zniszczenie tradycji chrześcijańskich,
zapłatę gigantycznego i nienależnego haraczu oraz budowę "Judeopolonii" na terenie Polski.

Warto wiedzieć, że 9 września 2007 w Polsce reaktywowaną masońską lożę B'nai B'rith
czyli Zakon Synów Przymierza.

Siedziba B'nai B'rith mieści się w Warszawie.

Izraelscy TURYŚCI oglądają MORDOWANYCH Palestyńczyków

Przeciwko terroryzmowi Izraela, Warszawa, 10.01.2009





Izraelscy TURYŚCI oglądają MORDOWANYCH Palestyńczyków